HOME  |  FILM   |  KSIĄŻKA  |  PODRÓŻE

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zombie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zombie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2013

Robot, zombie i demon wchodzą do pubu....



Niedziela za nami, więc czas na posta filmowego. 3 filmy 3 różne motywy przewodnie

1. The World's End



Wydawałoby się prosta brytyjska komedia o paczce przyjaciół, którzy próbują znów poczuć się młodo.
Wyprawa od baru do baru zapowiada się nieskomplikowanie, spodziewamy się spotkań ze starymi znajomymi, jakiejś bójki z dawnym wrogiem z liceum i nieskomplikowanych gagów o seksie i alkoholu.
I tak się to toczy, aż do momentu, gdy twórcy filmu serwują nam niespodziewany zwrot akcji i zaczyna się lać krew, niebieska bo niebieska, ale umówmy się, że krew.

Miałam się uśmiać, oglądając ten film. Ale się nie uśmiałam. Splątanie poważnego w gruncie rzeczy losu alkoholika, szukającego jakiegoś punktu zaczepienia, jakiegoś głazu na dnie, żeby się odbić, a może po prostu dna, żeby już całkiem utonąć z głupawą historyjką o inwazji nie zaowocowało świetną komedią jakiej się spodziewałam po zapowiedziach. Wyszła przeciętna komedyjka.

Całość napędza Simon Pegg, który szerszej widowni znany jest jako Scotty z filmowego "Star Treka". Poza nim jeszcze Martin Freeman, do którego niezmiennie przylgnęło w moim umyśle słowo "pocieszny" - nie ważne czy strzela, morduje czy gra w zagadki.

Niepodzianka:  mamy też tutaj Pierce'a Brosnana

Rozczarowałam się, nic specjalnego moim zdaniem.



2. World War Z



Do mojej listy filmów o zombie dołączyła pozycja, którą obejrzałam z dwóch powodów [muszę wymienić, bo zawsze powtarzam, że nie lubię filmów o zombie]. Powód pierwszy: Brad Pitt, powód drugi: M. poleciła. :D

Jak na film o zombie - całkiem, całkiem. Nie jest szalenie oryginalny, ale trudno o to w tym typie kina.
Główny bohater , który oczywiście już NIE pracuje w wojsku/ONZ, zostaje zmuszony przez okoliczności do wielkiego kejm baku i uratowania swojej rodziny aka. świata.

Nie jest zaskoczeniem, że po wielu walkach, poświęceniach i ranach udaje mu się. Oraz udaje się zakończyć film tak, że następną część można dokręcić bez wysilania się na nieprawdopodobne wskrzeszanie zmarłych bohaterów.

Zaskoczyło mnie to, że Brad zagrał w filmie o zombie. Grał w różnych filmach, niektóre to już klasyka, jak "Fight Club" czy "12 małp", ale jakoś sobie go nie mogłam z zombie wyobrazić. A udało mu się zagrać na poziomie, nie jako jakiegoś prawie super-żołnierza, ale inteligentnego, zdeterminowanego i doświadczonego wojownika. Film nie zmienił się w jakiś kompletny badziew i cokolwiek by nie powiedzieć o scenariuszu - polecam.

Film niesie też ważne przesłanie - jak Ci doświadczeni żołnierze mówią: zdejmij palec ze spustu - to zdejmujesz, zwłaszcza jak leje, jest ciemno, a Ty srasz ze strachu w gacie :D



3. The Rite/Rytuał



Problem z filmami o egzorcyzmach jest taki: kto obejrzał "Egzorcystę"/"The Exorcist" z 1973 roku, czyli klasykę gatunku, obejrzał już tak naprawdę wszystkie filmy o egzorcyzmach ever.

[Jedynym wyjątkiem jest "Constantine", ale ten film to całkiem inna para kaloszy.]

Ja mam jeszcze jeden problem z tym typem filmów: nie wierzę, więc jest to dla mnie fikcja, a co za tym idzie film musi mnie jakoś inaczej zainteresować, nie tylko domniemaniem prawdziwości samego opętania.


Film nie jest wybitnie straszny, ani genialny, ale nie nudzi. Hopkins i O'Donoghue podnoszą nieco jakość filmu dobrym warsztatem aktorskim. Jak się lubi takie filmy to można popatrzeć.


:*

PS. "Riddicka" polecam wyłącznie fanom postaci bądź aktora - sama fabuła za bardzo jak na mój gust przypomina "Pitch Black", choć piesek cudowny :D i Vin też cudowny





sobota, 9 lutego 2013

Odmóżdżacze - dosłownie i w przenośni

Zgodnie z obietnicą: ZOMBIE

Kiedy przeczytałam komentarz Ani, moją pierwszą myślą było - nie jestem fanką filmów o zombie, widziałam może dwa, góra trzy... ale żeby być pewną usiadłam i spisałam sobie, jakież to arcydzieła gatunku (czy też podgatunku horroru) widziałam. 

Zaskoczyłam samą siebie: 8 filmów! Jak to się stało?? Przecież nie lubię filmów o zombie! Trzeba się temu przyjrzeć bliżej:

1. 28 dni później/28 days later 

Pamiętam jak mój znajomy wspomniał, że usłyszał ten tytuł i myślał, że to jakaś amerykańska komedia romantyczna. :D 

Początek filmu oraz sposób w jaki główny bohater wstępuje na scenę - budzi się ze śpiączki w szpitalu - została dla mnie obdarta ze swej powagi w teledysku: 


Poza tym jakoś szczególnie film ten mi nie utkwił w pamięci - bawił mnie, kiedy go oglądałam, a potem o nim zapomniałam.


2. Grindhouse: Planet Terror
Oh tak - cudowne kino klasy B :D Wszystko, czego człowiek potrzebuje, żeby się odmóżdżyć.
Laska z bronią zamiast nogi, po prostu nic głupszego nie można chyba wymyślić! A jednak zabawa przednia, w obsadzie Bruce i Tarantino oraz dużo obleśnych zombie. Wspaniałości!



3. Legion
Badziew. Dostał ode mnie jedną gwiazdkę (na 10) za to, że zagrał tam Paul Bettany. [Lubię go za rolę w 'Obłędnym rycerzu' i 'Księdzu 3D' - nawet jeśli to drugie niewiele poziomem odbiega od 'Legionu']. Przepis na tego gniota: bierzesz psychopatycznych aniołów, zombie, drugie narodziny mesjasza, krew, pot i pustynię i mieszasz. Koniec. 

PS. Trzeba przyznać, że umiejętność zszycia ran na swoich własnych plecach jest imponująca, zwłaszcza podejrzewam dla tych, którzy muszą się nieźle namęczyć, żeby domyć ten jeden 'blind spot' na swoich plecach.


4. Jestem legendą/ I am legend
Bardzo chciałam, żeby ten film był lepszy, no naprawdę. Ale wyszło jak wyszło.
Opustoszały NY jest świetnie zrobiony. Jeden z moich ulubionych aktorów gra jak zwykle bardzo dobrze.[btw oglądnijcie sobie jakiś wywiad z Willem, chłopak ma poczucie humoru :D]
Jak się prawie popłakałam nad losem psa, to potem mi było głupio, tylu ludzi zginęło lub zmutowało, a ja nad psem rozpaczam. 
Jednak jest to najlepszy z filmów o zombie jakie widziałam. Myślę, że warto go obejrzeć i samemu ocenić. 




5. [oraz 6, 7 i 8] Resident Evil x4
To jest czysta rozrywka. Jeśli nie zastanawiamy się nad sensem i logiką tej serii to możemy bawić się naprawdę dobrze. Nawet jeśli z każdą częścią odczuwamy, że coraz bardziej zaciera się ta odrobina logiki i sensu z pierwszej części. Po prostu nie wolno myśleć! Absolutnie nie wolno. Trzeba wyłączyć wyższe funkcje mózgu i pławić się w wybuchach, strzelaninach, pogoni oraz Milli Jovovich - którą musi docenić każdy. Ja doceniam - bez niej nie byłoby po co oglądać :D

Poza tym chcę jej buty z ostatniej części oraz chcę wiedzieć, jak ona w nich biega ;)



Na potrzeby tego wpisu obejrzałam na yt trailer serialu The Walking Dead - co za niespodzianka! Bohater budzi się w opustoszałym szpitalu, w opustoszałym mieście, gdzie czyhają zombie... I to ma już 4 sezony! 
Chociaż gnębi mnie pytanie: co oni wycisnęli z tematu, że aż tyle tego nakręcili? to jednak postanowiłam nie sprawdzać. 

Zombie toleruję najlepiej w epizodach, jak na przykład w 'Supernatural' - gdzie Jensen Ackles skutecznie odwraca od nich moją uwagę...

oraz tam, gdzie humor przeważa nad zombiowatością:



papa