HOME  |  FILM   |  KSIĄŻKA  |  PODRÓŻE

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chris pine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chris pine. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

In category Music Video Oscar goes to... albo po prostu aktorzy w teledyskach

Ostatnio maniakalnie słucham "Real" by Years & Years.
Jakoś tak postanowiłam zebrać moje ulubione teledyski z aktorami. 



Zapraszam:



1. Years & Years - Real (Ben Whishaw)



Ben tańczący jak wariat. Piękne. 



2. Gorillaz - Stylo (Bruce Willis)


Bruce z wielka spluwą...


3. Korn - Did my time (Angelina Julie)



Angelina jako miły dodatek


4. David Bowie - The Stars (Are Out Tonight) (Tilda Swinton)


Tilda w dziwadle 

5. Aerosmith - Jaded (Mila Kunis)



Lubicie Milę? :)

6. Bruno Mars - The Lazy Song (Leonard Nimoy)


Spock... po prostu


7. Paul McCartney - Queenie Eye (Johnny Depp i inni)


Johnny, Jude Law, Chris Pine, Jeremy Irons, Meryl Streep.... ile ten clip kosztował?


Ktoś podrzuci coś ciekawego w tym temacie?


Weronika


niedziela, 9 czerwca 2013

Na NIE i na TAK



Siedzę sobie w piątek wieczorem, bo ciężkim tygodniu i myślę, jaki by tu film obejrzeć. I jakoś tak mi się przypomniał Lincoln i wampiry....



Pomysł na ten film był od początku bzdurny. Ale powiedziałam sobie, że przecież bzdurny pomysł można podać w porządnej potrawce. Więc zapuściłam sobie film...

A ostrzegała mnie M., ostrzegała - NIE OGLĄDAJ TEGO.

Cóż, uczymy się na błędach.

Co za masakra, co za boleść dla ciała i ducha. Aktorstwo poniżej normy, dialogi jakby je robot pisał. Po dwóch minutach wiadomo, że Henry jest wampirem. Abi okazuje się uczniem, jakiego pragnąłby Mistrz Joda - żadnego zwątpienia, dwa machy i już ścinamy drzewa za jednym zamachem i jakby to było całkiem normalne - zero zaskoczenia, że się udało....

Nie wiem, co było dalej. Wyłączyłam to coś. I nawet bym się nie przyznawała, że to chciałam obejrzeć, ale mój umysł potrzebuje spowiedzi z mojej własnej głupoty... :D



Drugi na liście był "This means war' - 'A więc wojna'.



Generalnie nie oglądam komedii amerykańskich, jeśli już na jakieś się skuszę, to po starannej selekcji i z gotowością na rozczarowanie.

Całkiem miła komedyjka, nic specjalnego, ale zabawiła mnie i po tragedii z Lincolnem wypadła nieźle.

Reese Whiterspoon, którą kocham za komedię o blondynce, Chris Pine, słodki i błękitnooki oraz Tom Hardy, którego polubiłam w Incepcji - niezła trójca.

Dwójka agentów specjalnych walczy o kobietę. A ta umawia się z nimi oboma w tym samym czasie, więc okazji do gagów wystarczająco.

Od strony komediowej filmik dalej radę, nie jest to 'Legalna blondynka', ale dowcip nie schodzi na wypróżnianie - więc jak dla mnie od razu więcej punktów.


Pod koniec oczywiście nasza bohaterka musi wybrać, którego z chłopców chce. I tu tylko chciałabym powiedzieć, że choć rozumiem jej wybór od strony scenariusza, który wymagał happy endu dla wszystkich bohaterów, to od strony widza - w cholerę nie wiem, czemu wybrała tego, a nie tego drugiego. Nie zauważyłam momentu, w którym się zdecydowała i jakie były jej pobudki.

M. twierdzi, że po prostu miłość jest ślepa i nie potrzebuje logiki przy dokonywaniu takich wyborów. Ale jak się umawia z dwoma facetami na raz, to raczej o miłości nie ma mowy, tylko... lecz tu bym się wdała w zbyt poważne przemyślenia. To tylko lekka komedia. Obejrzyjcie, jeśli nie widzieliście.

:*

PS. Chris Pine... Wiedziałam, że gdzieś go widziałam przed Star Trekiem:


"Bottle Shock" z Alanem Rickmanem. Cudowne włosy